praca rękodzielnika

Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo? O pracy rękodzielnika

Kiedyś kiedyś, bardzo dawno temu, myślałam, że praca rękodzielnika to jest taka prosta rzecz. Że jak chcesz sprzedawać swoje wyroby, to wystarczy to zrobić (uszyć, wydziergać, wykleić i co tam jeszcze przyjdzie do głowy), a potem już będą się ustawiać do nas kolejki po nasze dzieła. No, wcześniej ewentualnie zrobić jakieś ładne zdjęcie, jeśli mamy zamiar wystawić to w internecie. Oj, jak ja się wtedy grubo pomyliłam. W zasadzie dopiero teraz, kiedy sama szyję, widzę, ile pracy trzeba w to wszystko włożyć.

Zanim coś powstanie…

Będę pisać na własnym przykładzie, bo sama szyję, ale szczerze mówiąc dotyczy to każdej gałęzi rękodzieła. Nie wystarczy uszyć, aby sprzedać. Do tego jest daleka droga. No ale czasem człowiek uczy się od kogoś (staram się tak robić ja), albo na własnych błędach (i mnie też to dotyczy).

Jeśli się ogląda piękne rzeczy w internecie, w sklepach online z rękodziełem, na platformach sprzedażowych handmade, to rzadko kiedy myśli się o tym, ile pracy włożył ten ktoś w to, aby jakaś rzecz się tam znalazła. I czasem gdzieś tam w głowie zakłuje: Oj, ale drogo. Ale czy na pewno tak drogo?

Nikt nie pomyśli o tym, że zanim coś powstanie, trzeba kupić potrzebne materiały. Potem z nich powstanie dana rzecz. Czasem nie za pierwszym razem. Czasem coś się zrobi źle, czasem coś nie wyjdzie – trzeba pruć i od nowa. Pomijając już sam fakt, że szycie, dzierganie na drutach, zajmuje sporo czasu. Sama szyję torebki i jeśli mam do uszycia bardziej skomplikowany model, nie zajmuje mi to godziny przy maszynie. Czasem potrzeba kilku nawet dni. Zanim się coś przygotuje, wyroi z tkaniny, przygotuje wszystko i siądzie do szycia, zabiera to mnóstwo czasu. Tym bardziej, gdy ma się jeszcze inne obowiązki na głowie. Zanim więc powstanie gotowy wyrób, trzeba wziąć pod uwagę, ile to wszystko zajęło czasu, łącznie z przygotowaniami.

Przeczytaj także >>> Szanuj swój czas (i olej tych, którzy tego nie robią!)

Na dzień dzisiejszy minimalna kwota brutto za godzinę pracy to 13,70 zł. Powiedzmy więc, że torebka powstaje 6 godzin. Samo szycie to już jest ponad 82 zł… Do tego trzeba doliczyć materiały, z których szyłam, a potem jeszcze… masa innych rzeczy…

Szycie to dopiero początek drogi

Mało kto zdaje też sobie sprawę, że nie wystarczy uszyć, a wszystko już samo pójdzie dalej do przodu. Nie pójdzie. Bo kto niby ma wiedzieć, że coś stworzyłaś/eś? Trzeba zrobić zdjęcia (dobre zdjęcia, a nie byle jakie). Czasem to również zajmuje sporo czasu, bo okazuje się, że to dobre zdjęcie wyjdzie dopiero za sześćdziesiątym razem. Trzeba potem te zdjęcia obrobić, żeby jeszcze lepiej wyglądały i zachęcały do kupna. Trzeba to wszystko wrzucić do naszego internetowego sklepu/na platformę sprzedażową/Facebooka i gdzie tam jeszcze jest nasz klient. To wszystko zajmuje czas. Kupę czasu. To naprawdę nie jest ot tak, hop siup i jest. Dopiero teraz widzę, ile czasu zajmuje mi siedzenie przy komputerze, z aparatem fotograficznym, albo telefonem w ręku i ogarnianie tego wszystkiego, co wiąże się tylko z jednym produktem.

Odwiedź mój sklep

Ile czasu zajmuje to wszystko? Tyle samo co szycie, a czasem nawet więcej. A do tego należy też wspomnieć, że wszystko, o czym wspomniałam powyżej, nie daje żadnej gwarancji, że coś sprzedasz. Żadnej.

Bo aby coś sprzedać, trzeba się promować. Promocja to jest temat na oddzielny post, ale jest bardzo ważna, bo inaczej nikt o tobie nie usłyszy. Możesz wstawiać swoje produkty do sklepu, ale po ich wstawieniu nie będą się ustawiać kolejki. Bo nikt nie będzie o nich wiedział. Trzeba się też dać poznać. Bo nawet jak ktoś usłyszy, zobaczy, to nie od razu zaufa.

To wszystko wymaga czasu.

A gdzie tu formalności?

Aby móc sprzedawać cokolwiek w internecie, trzeba mieć firmę. Co prawda od maja tego roku trochę zmieniły się przepisy i weszła tzw. działalność nierejestrowana, więc odpada również część opłat, ale to nie znaczy, że ich nie ma. Po prostu są trochę mniejsze. A jeśli ta firma jest, to trudno nie wspomnieć o ZUSie, o księgowości… To wszystko kosztuje. I te koszta wlicza się do ostatecznej ceny produktu. O ile oczywiście rękodzielnik chce zarabiać i mieć z czego żyć. Śmiać mi się chce i płakać zarazem, kiedy słyszę, że skoro coś jest pasją, to nie powinno się na tym zarabiać, tylko najlepiej dawać za półdarmo albo w ogóle za darmo. No bo przecież robisz to dla przyjemności… Tak, tylko kto potrafi żyć samym powietrzem albo energią słoneczną?…

Kończąc, powiem wam szczerze, że czasem krew mnie zalewa, kiedy widzę, jak ktoś sprzedaje coś po kosztach samych materiałów. Tak, będzie wtedy popyt, bo tanio, a ludzie zazwyczaj jeśli mają wybór, wybiorą to tańsze. Tacy „rękodzielnicy” sami na siebie zastawiają pułapkę, zaniżając mocno koszty, nie wspominając o innych twórcach, którzy na swojej pasji zarabiają na życie. A potem coraz częściej słyszą pytanie: A dlaczego tak drogo? A X ma podobne i dużo tańsze! Kiedyś ten „rękodzielnik” będzie chciał z czasem zarabiać więcej. Zje go jednak kolejna konkurencja, sprzedająca za pół darmo z szarej strefy.

Moim zdaniem pytanie: „Dlaczego tak drogo?” do kogoś, kto robi coś dla nas z pasji, korzysta ze swoich talentów i umiejętności, kto poświęca na to swój czas, jest zwyczajnie nie na miejscu. Chciałabym, aby kupujący byli bardziej świadomi tego, co tak naprawdę kupują, bo kupując wyroby tak szumnie i popularnie ostatnio nazywane handmade, kupujemy nie tylko daną rzecz, ale kupę czasu włożonego w jej tworzenie, jak również mnóstwo serca. Bo rękodzielnikiem zostaje się właśnie dlatego, że coś się kocha robić i chce się zamienić to w swoją pracę. Ot co.