otworzyłam sklep

Powakacyjne tu&teraz: otworzyłam sklep!

Wrzesień zawsze był dla mnie początkiem czegoś nowego. Gdy chodzi się do szkoły, jest to oczywiste, bo to początek kolejnego etapu w nauce. Ale człowiek nawet czasem nie zdaje sobie sprawy, jak ten szkolny czas potrafi na nas wpłynąć do tego stopnia, że to zostaje z nami już do końca życia niemalże. Bo do tej pory, chociaż edukację zakończyłam, można powiedzieć, już szmat czasu temu, wrzesień jest dla mnie takim małym „nowym rokiem”. Nie trzeba czekać do stycznia, można zacząć nowy rok we wrześniu.

A ja wrzesień uwielbiałam zawsze i uwielbiam go nadal. Kiedyś był dla mnie zwiastunem skończonych już wakacji i rozpoczęcia szkoły. Dzisiaj jest zapowiedzią zbliżającej się jesieni i w związku z tym takiej melancholii, że coś się kończy. Ale jednocześnie to nadal jest ciepły miesiąc, chociaż już noce potrafią dać w kość. A do tego zaczynają spadać liście z drzew… nie przesadzę, jeśli powiem, że jak mamy taką piękną, złotą jesień, to jest to bez wątpienia moja ulubiona pora roku, lato i wiosna się przy niej nie umywa.

Otworzyłam swój sklep!

Jednak to, że ten wpis zbiegł się w czasie właśnie z początkiem września, to przypadek. Planowałam go już pod koniec sierpnia, ale domowe sprawy nie dały mi jakoś przysiąść do niego. A chciałam Wam napisać o czymś, o czym już pisałam w którymś wpisie wcześniej. Moi stali czytelnicy wiedzą, że odkąd urodziłam dziecko, moje życie przewróciło się do góry nogami i dlatego też te wpisy nie są teraz regularne. Ale jest jeszcze coś, co powstało, w tym roku, w maju ujrzało światło dzienne i jest ze mną do dzisiaj: Izabette.

Izabette to jest miejsce, o którym marzyłam kilka lat i bardzo chciałam je stworzyć, ale albo coś przeszkadzało, albo ja nie miałam na tyle odwagi, aby się za to wziąć. To sklep z torebkami, kosmetyczkami i innymi akcesoriami, na razie raczej kobiecymi (co może się zmienić w przyszłości oczywiście), ale co najważniejsze: wszystkie te rzeczy są szyte przeze mnie. Od dawna kocham wszystko, co nazywane jest rękodziełem, albo tak szumnie i popularnie ostatnio „handmade”, bardzo chciałam więc stworzyć kiedyś coś swojego. Bo kocham też szyć, a maszyna do szycia, oprócz książek, jest jednym z moich najlepszych przyjaciół od dawna.

Zmiany na blogu

Dlatego też możecie zauważyć, że w menu pod nazwą pojawił się już link do sklepu, a obrazek pod moim zdjęciem w bocznym panelu również tam przekierowuje. Jeśli więc ktoś z Was byłby zainteresowany, klikajcie w te linki, zaglądajcie do sklepu. Może znajdziecie coś dla siebie, może wypatrzycie świetny prezent dla kogoś bliskiego. Jeśli nie, pamiętajcie o Izabette i polecajcie go innym. Bardzo mi bowiem zależy na tym, aby to się niosło dalej w świat. To nie jest tylko miejsce, gdzie można kupić coś gotowego – to również miejsce na to, aby zamówić dla siebie spersonalizowaną torebkę albo kosmetyczkę. Poza tym cały czas się rozwija, mam nadzieję, że z dobrym skutkiem.

 

Postaram się jednak również tutaj pojawiać częściej. Jeśli więc macie do mnie jakieś pytania, chcielibyście przeczytać o czymś konkretnym – piszcie w komentarzach 🙂

Zachęcam Was również do zapisywania się na newsletter Izabette – będzie mi bardzo miło, jeśli ktoś dołączy. W zamian dostaniecie ode mnie zestaw nowych plannerów do wydrukowania oraz rabat na zakupy w moim sklepie.

A Wam jak minęły wakacje i lato?…