badz online recenzja

Bądź online – recenzja książki Oli Gościniak

To nie będzie typowa recenzja „Bądź online”, bo jak to u mnie bywa – nie lubię pisać typowych recenzji. Raczej luźne myśli na temat tej książki. Słyszeliście już o niej? Jeśli zastanawiacie się w dalszym ciągu nad tym, czy warto ją kupić, to chyba nie ma się już nad czym zastanawiać.

Na tę książkę zdecydowałam się praktycznie w ostatniej chwili. Kupiłam ją ostatniego dnia przedsprzedaży wieczorem, gdzieś ok. 21.00. Co prawda później Ola przedłużyła przedsprzedaż, no ale kto mógł o tym wiedzieć, prawda? A że to była przedsprzedaż, to dostałam ją dopiero dwa tygodnie później.

Są takie przesyłki, które rozpoznaje się od razu, i książka Oli Gościniak jest jedną z nich.

To z Olą uczyłam się i uczę WordPressa oraz tego, jak postawić tam sklep, bo Ola sprzedaje też swoje kursy online. Nigdy nie żałowałam ani złotówki na nie, bo wiem, że są po prostu dobre, zawierają ogromną dawkę wiedzy. Ale to nie kursy dały mi kopa do tego, aby poprawiać cokolwiek na swojej stronie sklepu i przenieść bloga z Bloggera do WordPressa. To właśnie ta książka dała mi do tego powera.

Chcesz mieć w końcu motywację do działania?

Sama dokładnie nie wiem, co w niej takiego jest, ale daje niezwykłą siłę do działania. Gdy ją czytasz, to od razu chce Ci się usiąść przy komputerze i naprawdę działać. A „Bądź online” jest bez wątpienia do tego przystosowana. Nawet wskazane jest, żeby mieć przed sobą komputer, w dłoni ołówek. Zawiera masę pytań i ćwiczeń, na które powinno się odpowiadać w trakcie czytania. To właśnie te ćwiczenia dają dalszą motywację. Bez tego czytanie tej książki nie ma sensu. Mnie towarzyszyły jeszcze przy jej czytaniu zakładki indeksujące, bo lubię sobie zaznaczać w trakcie czytania fragmenty, do których chcę wrócić.

badz online recenzja

Bez „Bądź online” Oli Gościniak nie byłoby tego bloga takim, jak go teraz widzicie. Tak, jest tu jeszcze wiele do zrobienia, ale bez niej dalej tkwiłabym w Bloggerze, który kiedyś może powiedzieć: koniec, tak jak zrobił to np. Onet. Szukałam nawet jakiś czas temu bloga pewnej pisarki, bloga, który „lubiłam” to za mało powiedziane – i wiecie co? Przeniosło mnie na Onet. Wtedy mnie olśniło i przypomniało mi się, że blogów na Onecie już nie ma, a mój ukochany blog bezpowrotnie zniknął z sieci…

Wasze, i tylko wasze miejsce…

WordPress natomiast nie zniknie, bo do WordPressa potrzebna wam własna domena i hosting. A dzięki temu to jest wasze miejsce w sieci, nie Onetu, nie Bloggera… Wasze. To jest najważniejszy powód, który skłonił mnie do zmian, bo naprawdę sporo się nad tym zastanawiałam. Dopiero rozpisanie sobie wszystkich za i przeciw, jak to ja, i burza mózgu zdecydowała o tym: przenoszę się! Ale nie ukrywam, że bez „Bądź online” w ogóle bym o tym nie pomyślała, ten blog wisiał by sobie nadal na Bloggerze. Kto wie, może by z czasem umarł śmiercią naturalną? Nie chciałam takiego obrotu spraw.

No i w oparciu o WordPressa powstał też mój sklep. Też jest jeszcze w nim sporo do zrobienia (przynajmniej moim skromnym zdaniem), ale działa i ma się dobrze.

Zobacz także >>> Powakacyjne tu&teraz – otworzyłam sklep!

Jeśli więc jeszcze zastanawiacie się nad kupnem tej książki, to naprawdę nie ma już nad czym. Zajrzyjcie też koniecznie na bloga Oli Gościniak. Jest tam masa wartościowej wiedzy za darmo nawet dla zupełnie początkujących w WordPressie. Ba, nawet takich, którzy nie mają o tym pojęcia. Ja też kiedyś nie miałam.