Pochodzenie ma znaczenie – dlaczego to takie ważne?

Interesując się historią od dawna, studiując ją i pracując przez pewien czas w archiwum w pewnym momencie swojego życia po prostu musiałam zainteresować się genealogią. Nie było innej rady. Kocham historie wszelakiego rodzaju, kocham o nich słuchać, a im starsza historia, tym ciekawsza dla mnie się wydawała. Im trudniej było do czegoś dotrzeć, tym większa frajda z nowego odkrycia.
Tak się jednak składa, że w mojej rodzinie nie bardzo miałam kogo pytać o te historie, a w zasadzie jest tylko jedna osoba, która jest w stanie mi cokolwiek poopowiadać. Moja mama. Bardzo żałuję, że zainteresowałam się tym wszystkim o kilka lat za późno, bo wcześniej jeszcze dziadek od strony mamy coś pamiętał. Teraz niestety już to źródło wiedzy przepadło. Na szczęście moja mama była zawsze ciekawska co do rodzinnych historii, tak samo jak ja.
Mając wiedzę historyczną i archiwistyczną jednak siłą rzeczy zaczęłam grzebać w internecie. W sumie i bez tej wiedzy mogłabym, ale pewnie trochę więcej czasu by mi to zajęło. Bo to nie jest trudne. W internecie w tym momencie jest ogrom informacji na ten temat, co i rusz pojawia się coraz więcej skanów dokumentów. Dokopałam się do metryk rodzinnych do 7, a nawet 8 pokolenia wstecz. Wiecie, który to wiek? Osiemnasty! A wiecie, jaka frajda jest z tego, że dotrzesz do przodków, o których do tej pory nie miałaś/nie miałeś pojęcia? Bezcenne. Naprawdę. Do tego docierasz do ludzi, o których do tej pory wiedziałaś z lekcji historii tylko. Dla mnie jako historyka jest to po prostu bezcenna informacja.
Ale nie o to, co znalazłam, chodzi mi w tym wpisie. Bardziej o fakt, że gdyby nie ja, te wszystkie informacje nie ujrzałyby światła, te wszystkie historie nie zostałyby odkryte. Mam dwie siostry, które nie znają imion swoich dziadków albo muszą trochę pomyśleć, żeby je sobie przypomnieć. O pradziadkach już nie wspominając. Niektórzy po prostu nie interesują się w ogóle tym, skąd pochodzą, nie interesują ich rodzinne historie, nie znają przodków. A szkoda. Przecież gdyby nie oni, nie byłoby na świecie nas. Tego nie zrozumiemy, dopóki nie usiądziemy na chwilę i się nie zastanowimy, bo przecież codziennie mamy tyle na głowie, jesteśmy ciągle zajęci, gonimy za czymś. A tutaj potrzeba czasu, wyciszenia, spokoju. Ale jak się zainteresuje, zacznie szukać, pytać – wtedy można w tym przepaść na amen 🙂
Znam też ludzi, którzy chętnie by posłuchali, ale… No właśnie, ale. Nie mają już kogo pytać. A to właśnie własna, najbliższa rodzina jest najcenniejszym źródłem informacji o dziadkach i pradziadkach. To oni wiedzą najwięcej, pamiętają, w ich opowieściach jest coś, czego nie ma w metrykach, aktach itp. Jest dusza tych opowieści.
Kilka lat temu nie mogłam w ogóle znaleźć przodków ze strony mojego taty. Urywało się wszystko na nazwiskach i imionach moich dziadków, potem wieka krecha, jakby przepaść, bo mama mojego taty umarła, gdy on miał 6 lat. Kilka dni temu udało mi się wygrzebać pradziadka, potem wszystko po nitce do kłębka doprowadziło mnie do 7 pokolenia wstecz. Do człowieka o bardzo dziwnym imieniu, który zainteresował mnie bardzo, jednak znowu wszystko się urywa… Znowu mam jednak cel do badania. Będzie trudno, ale może się uda?
Powiem Wam jedno: warto się zainteresować swoją rodziną. Tym, skąd się wywodzimy. Czasem mam wręcz ochotę krzyczeć, żeby słuchać, pytać swoich rodziców, dziadków, jeśli żyją, bo niedługo może być już za późno na to. Bo dziadek zachoruje, babcia umrze, ciocia zapomni. A to są tak bezcenne informacje i taka frajda z odnalezienia jakiejś osoby, która naprawdę nie równa się z niczym innym. Przecież gdyby nie ci ludzie, którzy kiedyś tam się urodzili, wzięli ślub, mieli dzieci – nie byłoby nas na świecie. A tak mało z nas się tym interesuje…