Tu & teraz – kwiecień 2018

Jest koniec kwietnia, a ja przez cały ten miesiąc zostawiłam bloga na pastwę losu. Ech. Nie wiem, czy coś się w tej materii zmieni, ale na pewno trochę zmieniam własne myślenie, bo zwyczajnie są rzeczy ważne, ważniejsze i przyjemniejsze w tym momencie 🙂 Na przykład takie, że wreszcie można wyjść na słońce i korzystać z wiosny. Więc mój dzień wygląda tak, że rano wstaję, piję kawę, razem z córką jemy śniadanie, a po śniadaniu na spacer. Dopiero po południu i po powrocie mam czasem godzinkę, czasem dwie dla siebie, kiedy mała śpi. Potem obiad, znowu zabawa, kolacja i spać. No dobra, mam chwilę dla siebie jeszcze wieczorami, kiedy położę już córę spać, ale wtedy to zazwyczaj nie mam już siły na nic, więc tylko biorę książkę w rękę i czytam. Tak wygląda większość dni, a raczej dzień za dniem takiej mamy jak ja. Słońce i wiosna w powietrzu jednak robi całą robotę 🙂 Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba 🙂 I na chwilę obecną dobrze mi tak, jak jest – poważnie. Może to kwestia tego, że w końcu moje małe przedsięwzięcie, moja mała firma, jest na ostatnim etapie przygotowań 🙂 Marzyłam o tym od dawna.

Czuję się…

…super 🙂 No co tu dużo mówić. Chociaż też trochę mam wyrzuty sumienia, że przez cały miesiąc nie napisałam tutaj praktycznie nic, ale ten miesiąc też tak ekspresowo niemalże mi zleciał, że to jest aż przerażające 🙂 Ale wiosna robi swoje, słońce daje mi energię do działania i oby to zostało jak najdłużej.

Jestem wdzięczna…

…losowi za to, że jestem tu gdzie jestem w chwili obecnej. Jeszcze rok temu nie przypuszczałam, że spotkam na swojej drodze to wszystko i że będę tu i teraz 🙂 Jestem też wdzięczna za swój upór (tak, to moja największa zaleta – a może wada?), ja zawsze jednak uważałam to za dobrą cechę, tak samo jak moją zawziętość, że jeśli coś postanowię, to to robię. Nawet, jak jest masę przeszkód po drodze. Jestem też wdzięczna za słońce, bo bardzo go potrzebowałam po zimie.

Cieszę się…

…że moje marzenia o własnym biznesie nie pozostały tylko w sferze marzeń 🙂 Że chociaż musiały poczekać na realizację kilka lat, to jednak coś tam się udaje zdziałać. Jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu.

Chciałabym…

…aby to moje przedsięwzięcie rozwijało się coraz bardziej i bardziej. Trudno mi teraz jeszcze nazywać to własnym biznesem, bo to takie wielkie słowo, ale jednak… Teraz, kiedy kończy mi się urlop macierzyński, tym bardziej chciałabym, aby rozwinęło się to do tego stopnia, żebym jak najdłużej mogła zostać z małą w domu. Po prostu. Teraz głównie o niej myślę. Dlatego tak bardzo zależy mi na pracy w domu. Od dawna o tym marzyłam, ale teraz w końcu to się może urzeczywistnić.

Pracuję nad…

…nad tym, nad czym pracowałam przez praktycznie cały kwiecień i z tego względu trochę zaniedbałam bloga, a o czym mowa właśnie w poprzednim podpunkcie. Teraz większość wolnego czasu zajmuje mi moja „mała firma”.

Tęsknię za…

…podróżami. Niekoniecznie na inny kontynent, zwyczajnie ucieszyłby mnie weekend w innym miejscu niż moje miasto. Potrzebuję jakiegoś takiego oderwania się od tej codziennej rzeczywistości, którą miałam i mam dzień w dzień od ponad roku. Teraz, kiedy mała będzie już miała skończony roczek, może jakoś łatwiej będzie zorganizować choćby wypad na weekend gdzieś, a w lato może znowu morze?…

Czytam…

…ostatnio nie czytam nic zobowiązującego. Mam taki przesyt poważnych lektur, że zwyczajnie potrzebuję książek mało wymagających i wróciłam, a raczej odkryłam na nowo romanse 😛 Znacie Lisę Kleypas? To jest moje ostatnie odkrycie 🙂

Potrzebuję…

… mnóstwa energii. I przydałoby się wydłużyć dobę, chociaż to jest raczej nierealne, cóż…

 

A jak Wam minął/mija kwiecień?